Bydgoszcz, Wyspa Młyńska, Przystań.

Maciej Sodkiewicz – nasz tegoroczny Kapitan


Jest zawodowym żeglarzem i doświadczonym kapitanem - lecz przede wszystkim niespokojnym duchem, którego ciekawość świata nieustannie pcha do żeglowania po coraz odleglejszych akwenach. Opowie o wyprawie do Arktyki.


Swoją przygodę z żeglarstwem zaczął mając ledwie 10 lat, a patent sternika jachtowego zdobył na dzień przed 18 urodzinami. Wtedy po raz pierwszy wypłynął na słone, morskie wody - i już tak zostało. Od tamtej pory przebył 80 tysięcy mil i poprowadził ponad 160 rejsów - żeglując u brzegów pięciu kontynentów. Opłynął całą Europę i wybrzeża Morza Śródziemnego. Na dobre zadomowił się w Arktyce, kilkukrotnie odwiedzając Spitsbergen i fiordy Grenlandii Wschodniej. Dotarł również na rosyjską Ziemię Franciszka Józefa - a w sierpniu 2015 roku pobił rekord świata w żegludze na północ jachtem sportowym bez wmarzania w lód. Trzykrotnie opłynął przylądek Horn oraz postawił stopę (w kaloszu rozmiar 50) na stałym kontynencie Antarktydy. Na Alasce uciekał przez niedźwiedziem grizzly, na Grenlandii jadł z Inuitami surowe mięso wieloryba, a w Afryce wpłynął 20 metrowym jachtem morskim ponad 200 kilometrów w górę rzeki Gambii.

Gdy nie prowadzi wypraw w nieznane, można Maćka spotkać na pokładach polskich żaglowców: od 2009 roku regularnie dowodzi Zawiszą Czarnym, prowadził również rejsy na Kapitanie Borchardtcie czy Kapitanie Głowackim. Kilkukrotnie prowadził rejsy z niewidomymi załogami i jak sam mówi, “nie widział różnicy”. Również na lądzie stara się wspierać najlepsze tradycje polskiego żeglarstwa. Od 8 lat na Zatoce Gdańskiej organizuje zloty jachtów z duszą "Próchno i rdza”, przez które przewinęło się ponad 60 tradycyjnych jednostek.

W 2012 roku został odznaczony przez Prezydenta Bronisława Komorowskiego brązowym krzyżem zasługi. Dwa lata później otrzymał z rąk Marszałka Województwa Pomorskiego medal “De nihilo nihil fit”. Jest także laureatem międzynarodowej nagrody Conrady – Indywidualności Morskie. Natomiast w 2017 roku został uhonorowany Nagroda im. Kapitana Leszka Wiktorowicza.Za podróżniczy aspekt swoich Grenlandzkich wypraw otrzymał nagrodę im. Tonego Halika.
 
Projekt Lodowe Krainy

Jeśli gdzieś można poczuć się odkrywcą - to w Arktyce, tam gdzie lód styka się z morzem i niebem. Kto raz zachwyci się surowym pięknem podbiegunowych krain, kogo dopadnie polarna gorączka - ten jest stracony: będzie parł dalej i dalej w lód, aż na kraniec świata. I nas dopadł polarny wirus. Od lat próbujemy coraz dalej zapuszczać się między lodowe pola. A że natura już tak to urządziła, że wrota do Arktyki najszerzej otwierają się w okolicach rosyjskiej Ziemi Franciszka Józefa, naturalnym wydawało się, że droga w Arktykę prowadzi przez Rosję. Dlatego postanowiliśmy ruszyć na północ dosłownie przez Rosję: niespiesznie żeglując jej wodami wewnętrznymi, przez Ładogę i Onegę - największe jeziora Europy - przez 19 śluz osławionego Kanał Bałtycko-Białomorski spróbowaliśmy dotrzeć na Morze Białe. Podziwialiśmy pogodne i niemal bezludne krajobrazy północno-zachodniej prowincji Rosji nie mogąc uwierzyć, że ta piękna kraina może mieć tak okrutną historię.


A potem już tylko długi na 700 mil skok przez Morze Barentsa - i byliśmy w Arktyce, tam, gdzie kończy się morze i zaczyna sięgający aż do bieguna lód. Niestety rosyjskie służby z mniejszym entuzjazmem podchodziły do naszej polarnej przygody i postanowiły nam to stanowczo zakomunikować...
Cóż było robić -  skoro droga przez Rosję została zamknięta, poszukaliśmy nowych szlaków. W kolejnych latach żeglowaliśmy wzdłuż brzegów Grenlandii Wschodniej i na północ od Spitsbergenu. Też nie było łatwo – zdarzało się uciekać przed napierającym lodem, ale w końcu upór i cierpliwość zwyciężyły. Dopłynęliśmy tam, gdzie żaden jacht wcześniej nie dotarł, gdzie nikt nigdy nie pływał pod żaglami: na 82°37N. Sprawdziliśmy, że na krańcu świata nie ma już nic: tylko mgła i zamarznięte morze stykające się z  niebem.